Jakie drzewko wybrać na balkon?

Balkon to osobliwe środowisko. Metr kwadratowy betonu zawieszony między niebem a ulicą, wystawiony na wszystko co przyniesie pogoda. Roślina, która tam rośnie, nie może uciec przed mrozem w głąb ziemi, nie może szukać wody korzeniami na metr w dół, nie może się schować przed lipcowym słońcem. Musi dać radę z tym co ma – i robić to przez lata.

Poniżej portrety roślin, które sobie z tym radzą. Opisane nie przez parametry, lecz przez charakter.


Kosodrzewina – ten, który nie potrzebuje twoich starań

Pinus mugo rośnie naturalnie powyżej 1500 metrów w Tatrach. Wie co to śnieg przez pół roku, wie co to wiatr, który nie ustaje przez tygodnie, wie co to lato krótsze niż miesiąc. Na twoim balkonie w Krakowie czy Szczecinie poczuje się jak na wakacjach.

Nie wymagaj od niej zbyt wiele – i ty też za dużo nie dostaniesz. Nie kwitnie, nie zmienia koloru, nie wydaje owoców. Jest zielona w środku zimy, jest zielona w środku lata, jest zielona gdy wyjeżdżasz i gdy wracasz. Ale właśnie w tej stałości leży jej wartość na balkonie – jest jedyną rośliną, co do której można mieć stuprocentową pewność, że przeżyje wszystko, co polskie niebo będzie w stanie wyprodukować.

Dla kogoś, kto chce żywej rośliny bez zobowiązań – kosodrzewina jest idealnym wyborem. Dla kogoś, kto oczekuje spektaklu – będzie rozczarowaniem.


Oleander – temperament śródziemnomorski z problemem mieszkaniowym

Nerium oleander jest rośliną, która gra na najwyższych octawach przez cztery miesiące i milczy przez osiem. Od czerwca do września kwitnie tak intensywnie, że sąsiedzi się zatrzymują i pytają co to jest. Biały, różowy, łososiowy, czerwony, żółty – paleta możliwości szeroka jak w kwiaciarni. Latem na balkonie południowym nie ma dla niego konkurencji.

Problemem jest zima. Oleander jest z południa Europy i nie rozumie polskich mrozów. Przy -5°C traci liście, przy -8°C gałązki, przy -12°C całość. Wymaga chłodnego, jasnego miejsca – 5-10°C, okno, nie kaloryfer obok. Garaż z oknem. Klatka schodowa bez ogrzewania. Nie salon, bo w salonie ciepło i ciemno, a oleander wtedy głupieje, choruje i wychodzi na wiosnę wymęczony.

Zobacz także  Altany ogrodowe: jak wybrać idealną do Twojego ogrodu

Jeśli masz takie miejsce – oleander odwdzięczy się przez kolejne dziesięć lat. Jeśli nie masz – kupujesz rokrocznie nowego i traktujesz go jako roślinę sezonową. Co też jest opcją, ale droższą i mniej romantyczną.


Klon japoński – prima donna, która warta jest swojego charakteru

Acer palmatum to roślina, z którą masz ciągłą rozmowę przez cały rok. Wiosną, gdy otwiera pierwsze liście – w kolorze głębokiej czerwieni albo jasnej zieleni zależnie od odmiany – wygląda jak coś z japońskiego drzeworytu. Latem tworzy lekką, koronkową bryłę, przez którą przechodzi wiatr i światło. Jesienią – i tu jest ten moment – zmienia się w coś, od czego trudno oderwać wzrok. Głęboki bordowy, pomarańczowy, żółty, ceglasty. Zależy od odmiany i od tego ile słońca dostawała przez lato.

Żeby to wszystko zobaczyć, trzeba spełnić kilka warunków. Klon japoński nie lubi silnego wiatru – delikatne liście się strzępią i spalają. Nie lubi południa latem – zbyt intensywne słońce suszy liście brzegi. Lubi wschód lub zachód, chłodne podnóże pojemnika, regularną wodę. I wymaga zimowania z ochroną korzeni – pojemnik owijasz jutą lub styropianem, żeby mróz nie dotarł do bryły korzeniowej.

Więcej zachodu niż kosodrzewina, więcej nagrody też.


Figowiec – niespodzianka, która wydaje owoce

Ficus carica to roślina, o której Polacy myślą jako egzotyce wymagającej szklarni. Mylnie. Figowiec w odpowiedniej odmianie (Brown Turkey, Brogiotto Nero, Ronde de Bordeaux) rośnie w gruncie w Polsce do 3 metrów i owocuje regularnie. W pojemniku 80-100 litrów, na balkonie południowym – owocuje też.

Latem potrzebuje słońca i wody, dużo obu. Liście – wielkie, pięciopalczaste, głęboko wcięte – wyglądają jak coś z Toskanii. We wrześniu pojawiają się figi. Małe, słodkie, ciepłe od słońca. To nieproporcjonalnie duża przyjemność jak na jedną doniczkę.

Zobacz także  Nowoczesne rabaty kwiatowe przy trawniku

Na zimę pozostawia się go na balkonie okrytego – korzenie jutą lub płytami styropianowymi. Zrzuca liście, wygląda marnie przez cztery miesiące, a wiosną odbudowuje się szybciej niż można się spodziewać. Gatunek zaskakująco odporny jak na jego sławę.


Hortensja drzewiasta – bezawaryjna

Hydrangea arborescens to jedyna roślina z tej listy, której kupno polecę bez żadnego zastrzeżenia komukolwiek, bez względu na balkonie orientację, styl życia i stosunek do podlewania. Zima jej nie straszna, mrozy do -25°C w gruncie wytrzymuje bez protestu – w pojemniku, z małą ochroną korzeni, radzi sobie podobnie. Kwitnie od czerwca do września kulami kwiatów tak dużymi, że giną pod nimi liście. Biała 'Annabelle’, kremowa 'Incrediball’, różowawa 'Invincibelle Spirit’. Jesienią kwiaty schnące na roślinie zmieniają kolor na pergaminowy i wyglądają równie dobrze, tylko inaczej.

Ścina się ją na wiosnę – do kolan, odrosty nowe, kwitnie latem znowu. Tak rok po roku.

Jedyna rzecz do pamiętania: lubi wilgotną ziemię. Nie mokrą – wilgotną. Liście opadają przy przesuszeniu dramatycznie i natychmiast, ale wraca do formy po podlaniu równie dramatycznie i natychmiast. Jest uczciwa w swoich komunikatach.


Laurowiśnia – dla balkonu z cieniem i dla kogoś kto nie chce się przejmować

Prunus laurocerasus to roślina, którą sadzą wszędzie tam, gdzie nic innego nie chce rosnąć – bo rośnie. W cieniu pod okapem, przy ścianie od północy, za rogiem bloku, gdzie słońce wpada może godzinę dziennie. Zimuje na zewnątrz bez ochrony w Polsce. Liście ma przez cały rok – ciemnozielone, błyszczące, gęste.

Nie jest dramatyczna. Nie kwitnie spektakularnie, nie zmienia kolorów jesienią. Jest po prostu obecna przez dwanaście miesięcy i wygląda zadbanie. Dla balkonu zaciemnionego, gdzie nic piękniejszego i tak nie przeżyje – jest właściwym wyborem.


Wawrzyn szlachetny – drzewko kulinarne i dekoracyjne zarazem

Laurus nobilis to ta roślina na zdjęciach włoskich tarasów, przystrzyżona w kulę lub stożek, w ozdobnej doniczce przy wejściu. W Polsce można ją mieć – bo wytrzymuje łagodne zimy i wymaga tylko chłodnego, jasnego miejsca przy mroźniejszych. A liście są tymi samymi liśćmi, które sypiesz do bigosu i gulaszu.

Zobacz także  Wiata garażowa czy garaż? Zalety i wady obu rozwiązań – także zimą

Rośnie powoli, co na balkonie jest zaletą – nie „wychodzi” z pojemnika przez lata. Przez lata też nabiera charakteru przystrzyganego drzewka. Wymaga zimowania podobnego do oleandra: 5-10°C, jasno, sucho. W ogrzewanym mieszkaniu gubi liście.


Oliwka – marzenie z asteryskiem

Olea europaea jest najczęściej kupowaną i najczęściej tracą rośliną na polskich balkonach. Sprzedawana z etykietką „mrozoodporna do -10°C” – i owszem, takie zimowe minima w Polsce zdarzają się rzadko. Ale balkon to nie grunt, a pojemnik nie chroni korzeni tak jak metr ziemi. W pojemniku ta -10°C robi więcej niż -15°C w gruncie.

Można mieć oliwkę i ją pielęgnować przez lata. Wymaga jasnego zimowania podobnego do oleandra, regularnego podlewania latem (ale nie przelania – gnije łatwo), słonecznej ekspozycji. Srebrzyste liście są dekoracyjne przez cały rok. Owoców w Polsce się nie doczekasz – sezon jest za krótki i za zimny na dojrzewanie – ale o wyglądzie oliwki nie decydują owoce.

Jeśli chcesz oliwkę, to ją kup i zimuj starannie. Jeśli chcesz czegoś podobnego w wyglądzie bez zimowania – wybierz zamiast niej wiecznie zielony krzew odporny na mróz.


Co jest naprawdę ważne?

Doniczka: większa niż myślisz, z drenażem na dnie, z otworami odpływowymi. Zimowanie: jedyna decyzja, którą musisz podjąć zanim kupisz – czy masz jasne, chłodne miejsce w środku. Podlewanie: regularnie latem, rzadziej jesienią, prawie wcale zimą dla roślin przechowywanych w środku.

Reszta wynika z konkretnej rośliny, którą wybierzesz. I z tego, ile czasu chcesz jej poświęcać.

Udostępnij: